Złote odpady Archiwum kinematografii

To niesamowite, że da się nagrać płytę ze złotych „odpadów”. Pewnie zastanawiacie się o czym mówię, a może już wiecie. Właśnie w ten sposób, przy użyciu kawałków nagranych i znalezionych po śmierci Magika chłopaki, Focus i Rahim nagrali Archiwum Kinematografii. Słucham tej płyty z wielką przyjemnością. To hołd pośmiertny złożony magikowi, ale także podsumowanie pewnego etapu w twórczości pełnego składu Kinematografii. Po tej płycie zaczęły się inne czasy, czasy Pokahontaz i Pijanych Powietrzem. Mój ulubiony kawałek z archiwum Kinematografii? Telewizor. Tak to telewizor. Moim zdaniem w tym kawałku znajduje się bardzo celne przesłanie „Konta hipokryzji”. Rzecz o społeczeństwie szklanych domów, w których szyby są aż niebieskie od telewizorów. Ale czy to jest realne życie? Kawałek jest mistrzowsko spuentowany – czy faktycznie chodzi o oglądanie telewizji? Nie ! Chodzi o to kto ma lepszy odbiornik.. No cóż, przypomnijmy sobie początek lat dwutysięcznych, kiedy Internet był pojęciem tak tajemniczym jak NASA.

Kinematograf znaczy klasyk!

Trzeba było zostać dresiarzem Ten Typ Mesa miażdży

Bardzo łatwo jest stworzyć kicz, wystarczyć za bardzo się wczuć, z czymś przegiąć, a czegoś nie dodać. Można mówić bardzo wiele na temat albumu Trzeba było zostać dresiarzem Ten Typ Mes, ale na pewno nie to, że płyta jest kiczowata. Bo projekt jest ciekawy, czasami zaskakujący, czasami nawet chamski, a znów w innym miejscu szyderczy, zabawny i nieustannie widać w nim zabawę autora.

To właśnie, specyficzny kolaż wrażeń zapewni nam płyta Trzeba było zostać dresiarzem Ten Typ Mesa, bez nudy i miałkości. Już od pierwszych dźwięków płyta zaprasza specyficznym humorem i ciętym, bardzo inteligentnym flow. Potem, z każdym kolejnym utworem robi się coraz ciekawiej. Tytuły można wymieniać: Głupia, spięta dresiara, LOVEYOURLIFE, czy Ikarusałka. Myślę, że spodobają każdemu słuchaczowi ponieważ mają puentę, są zabawne i uniwersalne.

Ten Typ Mes

 

Co by nie mówić, Mes przeszedł sporą metamorfozę – choć pozostał w klimacie ciętej opowieści fabularyzowanej, jego tematy i przykłady stały się różnorodne i zdystansowane od samej osoby autora. Na tej płycie mało jest auto tematów. I bardzo dobrze, bo to jest właśnie rap z wyższej półki.

VNM Klaud n9jn – co to właściwie znaczy?

Po De nekst bitz, Etenszyn: Drimz kam tru oraz Pro Pejn nadchodzi czas na czwarty album VNM Klaud n9njn. Czytałam kiedyś fajny wywiad z raperem odnośnie tytułów jego płyt – co to właściwie oznacza? Przeczytałam wtedy, że tytuł projektu ma aż trzy różne znaczenia: Główne znaczenie to fraza „cloud nine” czyli mówiąc prościej to nasze „siódme niebo” i oznaczać ma stan stan napełnienia i błogości. Drugie znaczenie płyty wiąże się z grą Final Fantasy, w której główny bohater, Cloud przez całe swoje życie szukał tożsamości, a przez to, wraz z kolejnymi epizodami dowiadywał się
coraz więcej o sobie od napotkanych po drodze postaci. Podobnie jest narratorem płyty.

VNM z fanami podczas koncertu

Trzeci sens dotyczy muzyki, bo gdyby z większości produkcji VNM KLAUD N9JN wyrzucić perkusję nadającą im rytm większość oscylowałaby wokół onirycznego klimatu cloudowych bitów (przestrzenne, rozmyte, „senne” dźwięki), które stały się kluczem doboru bitów do projektu. Kawałki na płycie układają się w te trzy sensy. Weźmy na przykład kawałek Dziewiąta chmura, o którym już wcześniej wspominałam. Zwrotki są szybkie, energiczne i „pracują” tylko po to by doświadczyć błogości w refrenach. A może inny kawałek, zatrzymajmy się przy Izolacji, nagranej z Anią Karwan. Żona, dziecko, układanie się, miłość, dobre życie jak u Szopsa. Hm.. To też podchodzi pod dziewiątą chmurę. Czy widzicie na płycie więcej podobnych treści?